[na dole – wizualna reprezentacja funkcjonowania powięzi pod wpływem bodźców ruchowych, dźwiękowych i dotykowych]
Praca z ciałem zbyt często zamienia się w walkę.
Jedną z demonizowanych przez nas, a naturalnych reakcji obronnych każdego organizmu, jest wytwarzanie napięć, zesztywnień i wysyłanie sygnałów bólowych. To sposoby radzenia sobie z przeciążeniami i urazami, których dostarcza nam nasza codzienność. Sposoby często przez nas nieuświadomione na wielu poziomach, z których zdajemy sobie sprawę dopiero, gdy coś nam ograniczają.
Wszystko zaczyna się od rozpoznania miejsca w ciele czy sfery w naszej psychice, które z jakiegoś powodu nie spełniają naszych oczekiwań.
Chcielibyśmy inaczej się ruszać, prezentować i zachowywać, a nade wszystko – inaczej się czuć. Niezależnie od tego, czy angażujemy się w pracę z rozpoznanymi ograniczeniami czy nie, często pojawia się w nas frustracja.
Wiele z tych rzeczy, które mogłyby działać inaczej, poprawiają różne formy ruchu, uważności i pracy z sobą. Także zmiana okoliczności, w jakich żyjemy.
Ograniczenia te nie biorą się jednak znikąd. Celem jogi jest usuwanie cierpienia, nie ma temu jednak towarzyszyć szukanie winnych i analiza przyczyn, które nas do określonego stanu doprowadziły (odmiennie będzie to wyglądać w innych podejściach terapeutycznych). Znaleźlibyśmy ich bowiem zbyt wiele. Kiedy w ciele coś przestaje działać, to najczęściej wskutek przeładowania krzywdzących, obciążających bodźców.
Zanim jednak sobie z nimi poradzimy, nasze ciało chce funkcjonować dalej. Wypełniać nasze obowiązki i zaspokajać nasze pragnienia i potrzeby.
Wówczas uruchamia się jeden z najpiękniejszych – moim zdaniem – działających w nas mechanizmów, natychmiastowa ochrona przeciążonego czy zranionego miejsca w ciele. Sieci wypełniającej ciało tkanki łącznej, zwanej powięzią (ang. fascia), zazwyczaj ruchome i nawilżone, zabudowują struktury wymagające regeneracji czy wsparcia, usztywniając się wokół nich i stopniowo twardniejąc. Nasze ciało samodzielnie tworzy zbroję, niezwykły opatrunek, który zapobiegnie dalszym uszkodzeniom tego, co w nas osłabione i podatne na krzywdę.
Jeżeli miejsce w ciele nie zostanie całkowicie przez nas wyłączone z ruchu, przepływ płynów ustrojowych i swoisty masaż związany z poruszaniem innych struktur w ciele stopniowo zacznie włączać dawną ranę w obieg, rozbrajając powoli zesztywniałe tkanki.
Jeśli jednak miejsce nie będzie mobilizowane poprzez ruch (dłużej czy inaczej, niżby tego wymagała regeneracja), w obieg wejdzie samo zesztywnienie poprzez przyzwyczajenie naszego ciała do wykonywania swoich działań inaczej, inną ścieżką.
Jedne z tych zesztywnień ukazują historię naszych wypadków i zranień, inne – rodzaj odruchowych czy powtarzalnych czynności, wreszcie inne świadczą o swoistości naszej własnej budowy anatomicznej.
Zanim zaczniesz walczyć z Twoimi tzw. napięciami, popatrz na nie inaczej. To dzięki nim udało Ci się codziennie stawiać czoła swoim obowiązkom, nadganiać, kiedy było trzeba, spełniać to, czego się naprawdę kiedyś chciało. Robić to, co dla Ciebie ważne.
Z ograniczeniami i słabościami możemy (i często powinniśmy) pracować. Zacznijmy od przyjrzenia im się z wdzięcznością i poczuciem, że ich praca może się zakończyć. Czas na powrót do ciała.
Bardzo ciekawe, dzięki, Agatko moja mądra. Dobranoc.
PolubieniePolubienie
Bardzo się cieszę, że ciekawe, dziękuję ❤
PolubieniePolubienie